Rosło dumne i mocne przez wiele lat. Najpierw wichury pozbawiły je konarów, potem ludzie etykietki Pomnik Przyrody. Gdy nie zostało już nic , prócz próchna, piły i siekiery dokończyły dzieła zniszczenia...trudno uwierzyć, że kiedyś szumiało i dawało cień.
Lubię murale. Te chętnie obejrzałabym na tle budynku, bo nie bardzo wiem, czy pokrywają całą ścianę, czy tylko jej fragment?
OdpowiedzUsuńŻyd, to mały mural, a w zasadzie pozostałość chyba po większej całości. Ten drugi, to jak widać, wielkości drzwi do chałupy.
UsuńBardzo mi się podobają:-) Ciekawe czy i jak wpisują się w historię miasta..?
OdpowiedzUsuńŻyd to pewnie członek orkiestry z jakiejś karczmy, a gospodyni? nie wiem...
UsuńMają swój urok :)
OdpowiedzUsuńTakie ostańce...
UsuńMurale zawsze mnie zatrzymują, lubię ogromnie.
OdpowiedzUsuńMnie także, zarówno wielkie, jak i te malutkie...
UsuńMurale to też dzieła sztuki...
OdpowiedzUsuńJak najbardziej!
UsuńBardzo lubię murale! Widzę, że Ty też ☺️
OdpowiedzUsuńBardzo, zwłaszcza takie z pomysłem!
UsuńWitaj Jotko
OdpowiedzUsuńLubię ciekawe murale. Właśnie byłam w moim miasteczku i też podziwiałam tam niezwykły mural
Pozdrawiam wyczekiwanym deszczem
U nas burza przeszła w nocy i do południa padało...
UsuńDziękuję za komentarz Jotko. Zdjęcia u mnie są z Małego Miasteczka, tak jak w kwietniowych opowieściach :))))
UsuńJeśli polną drogę i kawałek jeziora uznać za zdjęcia z miasteczka...
UsuńJezioro to centrum miasteczka:)))
UsuńA droga prawie jeszcze w jego granicach...