W Wiśle wychodziłam raniutko z kawą na balkon o czekałam na wschód słońca znad Czantorii. Czasem było zimno jak diabli (jeździłam we wrześniu), a ja w stroju nocnym i jakąś narzutką, ale warto było.
Rosło dumne i mocne przez wiele lat. Najpierw wichury pozbawiły je konarów, potem ludzie etykietki Pomnik Przyrody. Gdy nie zostało już nic , prócz próchna, piły i siekiery dokończyły dzieła zniszczenia...trudno uwierzyć, że kiedyś szumiało i dawało cień.
I mimo że chmury ciemne... to chce się żyć.
OdpowiedzUsuńStokrotka
O tak, słońce za chwilę...
UsuńŁadne chmury i delikatnie świt widać.
OdpowiedzUsuńZdjęcie nie oddaje wrażenia w realu...
UsuńW Wiśle wychodziłam raniutko z kawą na balkon o czekałam na wschód słońca znad Czantorii. Czasem było zimno jak diabli (jeździłam we wrześniu), a ja w stroju nocnym i jakąś narzutką, ale warto było.
OdpowiedzUsuńJa podobnie w Świeradowie, tym bardziej, że mieszkaliśmy wysoko...
UsuńKlimatycznie. :)
OdpowiedzUsuńW realu jeszcze piękniej...
UsuńPrzepiękne zdjęcie Joasiu. Cudne.
OdpowiedzUsuńDziękuję, Kasiu:-)
Usuń