Taka praca...
O szóstej rano podjechał samochód z kogutem na dachu, na kabinie kierowcy napis Zakład Robót Publicznych.
Z auta wysiadły trzy kobiety z narzędziami i zaczęły grabić trawnik.
Ciemno, zimno, panie ruszały się jak muchy w smole, jedna gdzieś zniknęła.
Zdjęcie fatalnej jakości, bo z okna w kuchni robione.
Zostały po pracownicach kupki zgniłych liści, leżą do tej pory.
Na co komu taka markowana robota o ćmoku?
Od kupek jest inna ekipa. Przyjedzie (za jakiś czas) zbierze liście w worki i wywiezie, bo to oddział zmotoryzowany :)
OdpowiedzUsuńNo tak, tyle ludzi do jednego trawnika...
UsuńJednym słowem zabrakło osoby kontrolującej i oceniającej tej pracy wyniki.
OdpowiedzUsuńNie mówiąc o porze dnia, co to za grabienie po ciemku?
UsuńNa fb widziałam ostatnio mema o budowniczych dróg - coś w tym stylu, całą brygada, kilku dowodzących i kierowników a robota jak stała tak stoi dalej w miejscu 😉. Pozdrawiam i zapraszam do mnie flowersblossominthewintertime.blogspot.com
OdpowiedzUsuńBywają tez takie absurdy na osiedlach, wczoraj posadzili np. tuje, a za kila dni będą kopać rowy pod rury, więc tuje uschną, jak zwykle...
Usuń